5 stycznia 2014

Słoik.

Te duże pamiętać łatwiej.
Spisujemy je, uwieczniamy na zdjęciach.
Te mniejsze umykają.
Zapominamy, mimo że chcielibyśmy pamiętać.

Chwila. I już ich nie ma.

Słowa piosenki i nagle wszyscy tańczą.
Niedzielne śniadania bez pośpiechu.
Śmiech do łez, w sumie nie wiadomo z czego.
Gry planszowe w zimne wieczory.
Małe domowe rytuały.
Nowy przepis na zupę.
Nogi wystające spod grubego koca.

Wspomnienia.
Najprostsze. Codzienne. Bez makijażu. I w piżamach.
Takie lubię najbardziej.

W tym roku kilka takich wspomnień zamkniemy w słoiku. Jak latem truskawki.
A w następny sylwestrowy dzień wysypiemy wszystkie na podłogę i przez moment zatrzymamy odchodzący rok.
Zachęcam Was do tego samego :)

Jeśli podoba Wam się pomysł, tutaj można wydrukować sobie napis i zawieszki do słoika :)










Buziaki :)

18 grudnia 2013

Kochani


Żebyśmy byli z tymi, z którymi chcemy być.
Żebyśmy byli tam, gdzie nam najlepiej.

Żebyśmy ułatwiali zamiast komplikować.
Żebyśmy szanowali innych. I siebie.
Żebyśmy nie oceniali. Bo każdy medal ma dwie strony a każdy kij ma dwa końce.
Żebyśmy umieli prawdzie spojrzeć prosto w oczy.
I żeby wyrzuty sumienia nas nie gryzły.
Żebyśmy cieszyli się z tego, co mamy. A nie smucili tym, co moglibyśmy mieć.

Żebyśmy zapobiegali zamiast leczyć.
Żeby nasza szklanka była do połowy pełna.
Żebyśmy nie składali obietnic. Tych bez pokrycia.
Żebyśmy słuchali tak, aby usłyszeć.
Żebyśmy jedli przy wspólnym stole.

I życie.
Żeby nie przeciekało nam między palcami.
Żebyśmy nie tracili czasu.
Żebyśmy zawsze dostrzegali. Magię w chlebie powszednim.

I wreszcie.
I wreszcie
 żebyśmy znaleźli.
Znaleźli to, czego szukamy.
Znaleźli to,
czego wszyscy szukamy.



Julitta



 I żeby pierogi nam się udały w końcu  ;) ;)

Dziękuję, że jesteście.
Do życzeń dołączam przepisy na amerykańskie ciasteczka, które robimy od wielu lat :)



Kisses blossom cookies:

1/2 kostki masła
1/2 szklanki masła orzechowego
1/2 szklanki brązowego cukru
1 jajko
2 łyżki mleka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 3/4 szklanki mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli

trochę cukru do obtoczenia
czekoladki kisses


Piekarnik rozgrzać do 190 C. Masło, masło orzechowe i cukier utrzeć na puszystą masę. Dodać jajko, mleko, wanilię i wymieszać. Mąkę połączyć z sodą i solą, dodać do ciasta i  dobrze wymieszać. Ciasto kształtować w małe kuleczki, obtaczać w cukrze i piec około 10 minut, aż brzegi zaczną się rumienić. Wyjąc z piekarnika i od razu wcisnąć po jednej czekoladce. Trzeba robić to bardzo delikatnie bo ciasteczka są bardzo kruche. Zostawić na drucianej siateczce do stwardnienia.



Chocolate chip cookies:

kostka masła
1/2 szklanku cukru
1/2 szklanki brązowego cukru
2 jajka
2 1/4 szklanki mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 szklanki czekoladowych chipsów lub pokrojonej na kawałki ulubionej czekolady
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta soli


Masło zmiksować na puszystą masę. Dodać cukier, jajka i dobrze ubić. Dodać mąkę, sól, sodę, wanilię i ponownie wymieszać. Następnie dodać czekoladę. Nabierać masę łyżeczką i układać na blaszce. 
Piec w temperaturze 180 C przez około 12 minut, aż brzegi zaczną się rumienić. Studzić na drucianej siateczce. Jak wszystkie ciasteczka ;)



Cranberry Noel:

kostka masła
1/2 szklanku cukru
2 łyżki mleka
2 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczka wanilii
1/2 szklanki posiekanych drobno orzechów włoskich
3/4 suszonej żurawiny
szczypta soli
pół szklanki wiórków kokosowych

masło wymieszać z cukrem, dodać mleko, wanilię, mąkę z solą. wszystko dokładnie wymieszać. dodać orzechy i żurawinę. Z ciasta uformować dwa około 30 cm wałki , delikatnie zmoczyć je wodą, obtoczyć w wiórkach kokosowych i włożyć do zamrażalnika na pól ha. Piekarnik rozgrzać do 190 C.
wałki kroić w około 0,5 cm plasterki i piec około 13 minut.






Caramels:

Do  wykonania tych cukierków niezbędny jest termometr, który wkłada się do garnka. Temperatura odgrywa tu kluczową rolę!! Zbyt duża temperatura i cukierki będą za twarde !! Masa musi osiągnąć 120 stopni! Nie mniej, nie więcej.

2 szklanki kremówki
2 szklanki cukru
6 łyżek masła bez soli, pociętego na kawałki
1 1/4 szklanki syropu kukurydzianego- musi być w wersji light
1/2 łyżeczki soli gruboziarnistej
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Na dużym ogniu zagotować śmietanę, cukier, masło i syrop kukurydziany, mieszać aż cukier się rozpuści. Zmniejszyć ogień i mieszając od czasu do czasu, czekać aż karmel osiągnie 120 stopni. Około 15 minut! Następnie szybko zdjąć z ognia i dodać ekstrakt waniliowy i sol. Wylać na wyłożoną papierem do pieczenia, blaszkę. Blaszka powinna być natłuszczona warzywnym olejem, papier również:)
Odstawić w suche, o pokojowej temp. miejsce, na co najmniej 8 godzin. Potem pokroić na małe kawałki i zawinąć w papierki lub folię :)

Garnek w którym będziecie robić karmelki powinien być większy, niż Wam się wydaje, ze potrzebujecie do tego ;) W trakcie gotowania tworzy się piana :)

Karmelki można robić z sezamem, z czekoladą, z wiórkami, z pomarańczą, z kawą.



A na koniec kulisy wypiekania ciasteczek i lepienia pierogów ;)
















WESOŁYCH ŚWIĄT !











10 grudnia 2013

Marzenia nie tylko po to są.

Wiktor, powtarzam po raz piąty, żebyś usiadł z nami do stołu i zjadł w końcu ten obiad. Nie, nie będę czekać na ciebie, my jemy teraz i chcę, żebyś tu przyszedł. Zostaw ten miecz, zostaw tego biednego psa i choć tutaj jeść ! Wolisz z ziemniakami? Wczoraj wolałeś z makaronem. Słyszę, nie jesteś głodny, jadłeś wczoraj i jesteś najedzony, słyszę. Nie będziesz miał siły się bawić jak nie zjesz. Piłki nie będziesz mógł kopać. Nie wymachuj tym kubkiem, bo wylejesz sok. Miałeś zostawić ten miecz, czy on musi leżeć obok widelca? Malinowy. Nie, nie ma pomarańczowego…nie rzucaj tym makaronem!!

Możemy zarywać noce, odwoływać spotkania z przyjaciółmi a one i tak zawsze będą.
Wisieć jak czarna chmura,
straszyć odsetkami, wyrzutami sumienia.
Nie sposób uciec.
Zawsze będą.
Zawsze będzie coś do zrobienia.
Jedne obowiązki się skończą a drugie się zaczną.
I tak w kółko. I tak ciągle.


A gdzie go miałaś ostatnio? Bawiłaś się nim w swoim pokoju? Na podwórko nie brałaś?  Szukamy małego kota Adrianki. I dużego kota też szukamy. Widział ktoś? Gdzieś?  Za sofą i pod stolikiem nie ma. Odkurzyć trzeba znowu. Tutaj też nie leżą. Nie płacz, zaraz znajdziemy, przecież muszą gdzieś być. Jeszcze w szufladkach sprawdzimy, bo tam lubisz chować swoje zabawki, prawda? Adka lubi chować swoje ulubione zabawki a potem mama lubi ich szukać po całym domu, dziesięć razy dziennie. A co tutaj robi ten krem? Szukałam go wszędzie, ostatnio.


A my, mimo to, czekamy.
Czekamy na Odpowiedni Czas.
Czekamy na Lepszy Czas.
Czekamy aż dzieci podrosną.
Odkładamy na po świętach, do następnego roku, do wiosny, gdy remont pokoju skończymy.
Bo teraz to ja czasu nie mam w ogóle.
Nie mam w co rąk włożyć.
Mam pilniejsze sprawy.
Ważniejsze.
Na wczoraj.


To już chyba z szósty raz to czytasz prawda? siódmy?? Naprawdę? Wszystkie części siódmy raz??? Harremu bardzo pasują te okulary, prawda? Miałam taką książkę. Jedną, jedyną, która przeczytałam kilkanaście razy a nawet jej dzisiaj z Wami nie mogę poczytać, bo miała klejone kartki i nie przetrwała. Tak, tak. Już to mówiłam. Zaniedbałyśmy nasze wspólne czytanie książek, ostatnio…w weekend wybierzesz książkę i poczytamy. Teraz może posłuchaj o kotku, który szukał czarownicy, bo będę czytać maluchom. Przypomnij mi jeszcze, do kiedy masz przynieść strój na przedstawienie Mam nadzieję, że kupię gdzieś takie czerwone rajstopy.


A ja wierzę. Że można zawsze. Jeśli nie wszystko. To dużo.
Nawet jeśli doba ma tylko 24 godziny.
Można. I trzeba.
Można między jednym obiadem a drugim.
Między katarem a bólem gardła.
Postawić krok w nieznanym kierunku.
Sięgnąć po marzenia.
Bo marzenia nie tylko po to są, by je marzyć.


Napiszę do pani jutro wiadomość. Że okulista kazał ci siedzieć bliżej tablicy. Tak, oczywiście, że napiszę o okularach. Nie wiem czy już jutro będą. Do siedmiu dni roboczych, tzn. bez soboty i niedzieli a jeszcze święto było, więc może dopiero we wtorek zadzwonią. I wtedy od razu pojedziemy je odebrać. Jedną parę będziesz mogła zostawić w szkole, druga będzie w domu. Teraz wróćmy do projektu, ile faktów już mamy? Trzy, to jeszcze dwa. O tych ciastkach do szkoły żebym tylko pamiętała…


Nawet gdy własnych myśli czasami nie słychać.
Gdy głowa pęka od wrzasków, niekończących się kłótni i szarpania o zabawki.
Gdy już dwunasta a śniadania jeszcze nie zjadłam.
Gdy w lustro nawet jeszcze nie spojrzałam.
Nawet z dzieckiem na ręku. Z rozbełtanymi jajkami w misce.
Z rozsypaną paczką płatków śniadaniowych.
I z siedzącym, w tych płatkach, psem.
Można
i trzeba.


Bo marzenia nie tylko po to są, by je marzyć.

Marzenia są po to, by je realizować.






No i widzisz rozlałeś ten sok. To nie ty? To Ada? Ada przecież siedzi po drugiej stronie…
































Na zdjęciach nasz weekendowy wyjazd do Hershey, Pa.
Miasteczka w którym produkuje się najsłynniejsze amerykańskie cukierki :)













3 listopada 2013

Jesienią jestem bardziej.


Mocniej.
Intensywniej.
Upewniam się, że drzwi są zamknięte
i pozwalam, żeby dom mnie wchłonął.
Jesienią jestem bardziej.
Gotuję pomidorową za rosołem i rozgrzewające chilli, na chłodne już dni.
Dobrze mi w cieple
objęć małych rączek.

Kiedyś jesienią byłam w szóstym miesiącu ciąży.

Chwilę potem patrzyłam
na kobietę czekającą na autobus. Liście spadające z drzew. Kolor nieba.
Samochody zatrzymujące się na czerwonym świetle.
Ze zdziwieniem patrzyłam na świat za oknem szpitalnym.
Taki sam jak wczoraj. Nie zmienił się. Nie zawalił.
Nie zatrzymał.
Chociaż mój tak.

W rękach nie trzymałam dziecka.
W jednej chwili.
Trzymałam w nich tylko przyszłość, której się bałam. I której nie chciałam.
Ale która przecież miała być.
I była.
To co dalej zależało ode mnie.

Miałam wtedy dwie córki.
Dbałam, żeby jadły owoce, żeby miały paznokcie obcięte,
uzupełnianą witaminę D, dekoracje na urodzinach.
Nie pamiętam tylko, czy na długie listy codziennych obowiązków wpisywałam czas.
Czas tylko dla nich.

Czy potrafiłam,
pomiędzy zmęczeniem popołudniowym a rachunkiem za światło,
zaproponować wspólne wbijanie jajek do mąki.
Czy umiałam powiedzieć,
nie mam czasu teraz,
nie mogę teraz.
Czy umiałam powiedzieć to do innych,
nie do dzieci.
I wrócić spokojnie do szukania litery A w rozrzuconych klockach.
Czy, pomiędzy kupowaniem łazanek do kapusty i białej kiełbasy do żurku,
umiałam powiedzieć
zrobię to później,
to może poczekać,
chodź dokończymy tę układankę.
Nie pamiętam.

Ale nie ma to znaczenia.

Ważne jest, że dzisiaj nie potrafię.
Nie umiem.

Nie dać czasu dzieciom.
Mimo że, na wszystko mi go brakuje.
Zatrzymywać się przy nich, mimo że świat tak pędzi.
Przyjrzeć się im każdego dnia.

Bo dzisiaj, jeśli czasami szukam odpowiedzi dlaczego,
znajduję ją właśnie tutaj.
W tych najprostszych chwilach z biedronką na deszcz lub pogodę.
W kolejnym rysunku, na którym podobno jestem ja ;)
W każdym mama widzisz, mama zobacz,
W przyszłości, którą trzymałam w swoich rękach...

I nie doceniać.
Nie umiem.
I nie widzieć.
W rozrzuconych zabawkach, szczęśliwego dzieciństwa.
W brudnej buzi, zawadiackiego uśmiechu.
W dmuchawcach, magii zamiast chwastów.
Nie umiem.

Ponieważ to co dalej zależało ode mnie...
Co zrobię z przyszłością. Ode mnie.
Czego mnie to nauczy.
Jakie wnioski wyciągnę. Ode mnie.
Czy koniec będzie końcem czy początkiem. Ode mnie.

Mocniej.
Intensywniej.
Jesienią jestem bardziej...

Jesienią jestem mamą bardziej.

A być nią jest dla mnie najważniejsze.


Kiedyś jesienią właśnie to zrozumiałam.
































Na zdjęciach fragmenty pokoju maluchów.
Wciąż go urządzam, więc nie mogę zbyt dużo jeszcze pokazać :)
Lalę dla Adrianki uszyła Aneta z anielskiego sklepu.

Ⓒ Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są moją własnością.