Jesienna liga w pelni. W niedziele, Zuzia miala czternasty, z dziewietnastu meczy. Zakonczyl sie remisem 1:1.
Jej druzyna pilki noznej nie przegrala jeszcze zadnego meczu w tym sezonie. Dziewczyny ida jak burza po zwyciestwo calej ligi :) Mimo ze mieszkamy poza Filadelfia, moja corka, juz trzeci rok, gra w Filadelfijskim klubie. PSC. Philadelphia Soccer Club.
Wlasciwie to moglo byc tak, ze nie mialabym o czym tu teraz pisac...
Bo walczylam, zeby bylo jak ja chce. Zeby przekonac moje dzieci, ze wcale pilki noznej nie lubia.
Bo mama nie lubi, no to jak?
Zeby udowodnic im, ze taki zapal, jaki one maja, to zaden zapal i nie widze w nich ducha walki zespolowej.
Chcialam udowodnic mezowi, ze skoro dziewczynom wstawac sie na mecze nie chce, to im nie zalezy...
No tak. Nie chcialo mi sie chodzic na te wszystkie mecze. Zawiazywac sznurowadel w korkach i pamietac, zeby i biala i niebieska koszulka byly zawsze czyste. Ja naprawde mam co robic- mowilam;););)
Ale to moj maz wygral nasza walke. Pasja taty moich dzieci jest pilka nozna. On pilke nozna kocha.
I moje dzieci pokochaly ja razem z nim.
Maja. Trening raz w tygodniu.
Wiktor. Trening raz w tygodniu.
Zuzia. Trening dwa razy w tygodniu plus dwa mecze w tygodniu. Czasami trzy.
Ada. Trening raz w tygodniu, ale od przyszlego kwietnia:):):)
Teraz jeszcze obserwuje i bawi sie swoja pilka:) Albo zabiera pilke bratu a on sie denerwuje;) Zebyscie widzieli jej mine wtedy;)
W USA to dziewczynki kroluja na boiskach. Jak jest boisko, to mozecie byc pewni, ze za chwile wylonia sie na nim sliczne dziewczynki z wlosami w kitke i w jednakowych, starannie dopasowanych strojach. I plecaki maja takie same. Pilki na treningach moga byc kolorowe :) I sa.
I mozecie byc pewni, ze na lini bocznej boiska, beda rodzice, dziadkowie, przyjaciele kibicujacy tym dziewczynkom. Na rozkladanych krzeslach siedzac, wykrzykuja imiona swoich dzieci.
I serce im zamiera przy kazdym faulu.
A radosc przy golu... cos cudownego.
A ja? Ja sie poddalam. Uspokoilam. Chodze na mecze. Dopinguje. Moze i przegralam, ale tak przegrywac, to moglabym zawsze. Moja przegrana ma slodki smak.
Tez kupilam sobie wygodne, skladane krzeselko i rozkladam je na boisku z radoscia.
Zamienilam obcasy na conversy.
I juz nie zapadam sie w nich na trawie, idac i udajac przed sama soba, ze ja tu tylko tak przelotem jestem. Ze ja tu nie pasuje.
Ze zdziwieniem obserwuje zaangazowanie moich dzieci ale jestem szczesliwa, ze juz teraz maja cos co moga nazwac PASJA... I to wszystkie, bez wyjatku.
Ze zdziwieniem obserwuje zaangazowanie moich dzieci ale jestem szczesliwa, ze juz teraz maja cos co moga nazwac PASJA... I to wszystkie, bez wyjatku.
I jestem z nich dumna.
I juz bede tylko wspierac. Obiecuje.
A pewnego dnia... kto wie, moze i ja powiem, ze kocham...
A pewnego dnia... kto wie, moze i ja powiem, ze kocham...
*Ten post (w troszke zmienionej formie) zajal 6 ( na 67 bioracych udzial) miejsce w konkursie organizowanym prze Julie z szafatosi.pl.



