24 września 2013

Książki dla dzieci


Na każde urodziny moje dzieci dostają książkę z życzeniami.
Książek nie wybieram przypadkowo, każda coś dla mnie znaczy, coś przekazuje, coś symbolizuje, coś przypomina.
W słowach zawiera to co czuję, to co chcę Im przekazać.
Kiedyś zbiorę je wszystkie razem i dam jako całość na osiemnaste lub późniejsze urodziny. Kto wie, może dopiero, jak już ich dzieci się pojawią na świecie. Bo mam taką cichutką nadzieję,  że moje dzieci będą czytały je kiedyś swoim dzieciom.
W każdą książkę wpisuję parę słów.
Ostatnio je przeglądałam i w jednej znalazłam napisany przeze mnie bajkę - niebajkę, z dedykacją dla jednej z moich starszych córek.
I pomyślałam, że się nią z Wami podzielę:














Dawno, dawno temu.
Dawno? Nieee, nie dawno. Teraz!
To dzieje się teraz.

Daleko. Za górami, za lasami...
Nieee, przecież nie tam...
bardziej za oceanem...
Chociaż to też zależy z której strony się patrzy.

Mieszkała sobie piękna królewna....
Nie.
Nie królewna.
No chyba, że królewny chodzą w spodniach i w gumowcach.

W wielkim zamku otoczonym murem i fosą...
Nie, nie, nie.
Znowu źle.
To nie był zamek.
To był dom.
Z czerwonej cegły. Z trochę niewygodną huśtawką.
Z krzakiem bzu w ogrodzie.

Nie. To nie taka bajka.
Wiesz co kochanie?
Zacznijmy więc od początku.


Nie za górami i nie za lasami.
Na zwykłej ulicy, w zwykłym domu, z trochę niewygodną huśtawką,
ze zwykłym pokojem w którym stoi zwykły stół.
Na zwykłym stole zwykły obiad.
A w zwykłym kubku zwykłe mleko
a z piekarnika pachnie najzwyklejsze ciasto z owocami.

No i pewnego dnia.
Deszczowego dnia.
Czy w bajkach w ogóle padają deszcze?
No i pewnego dnia, w tym zwykłym domu, wydarzyło się coś niezwykłego.

Zamieszkało w nim Coś.
Miało brązowe oczy
i mówiło takim śmiesznym językiem.

To coś było ogrooomne.
Wypełniało cały dom i nie tylko dom.
Pojawiało się w spożywczym i na poczcie.
To coś było wielkieee.
A przecież czapeczki nosiło malutkie.

Tak. Dobrze kombinujesz.
To bajka o tym, jak to w zwykłym domu wydarzyło się coś niezwykłego.
Jak to w zwykłym domu zamieszkało Szczęście.

Szczęście miało spineczkę we włosach i brązowe oczy.
Zawsze dbało o bałagan w pokoju.
I żeby mama nigdy się nie nudziła.
Rano zapominało o umyciu zębów.
Wieczorem zwlekało z pójściem do łóżka
a zupę pomidorową zjadało z dokładką

i...
i już pora spać, kochanie.

Chociaż nasza bajka się nie kończy.
Ja dopiszę coś jutro, ty coś domalujesz...
(pewnie i coś zmalujesz przy okazji)

o tym , że nie za górami i nie za lasami,
a w zwykłym domu ze zwykłym stołem i tak dalej i tak dalej
mieszka sobie Szczęście.

Szczęście, kiedyś nienazwane, dzisiaj nosi Twoje imię.



















6 września 2013

Daj mi pięć minut?


Nie tylko ta kobieta, która ukrywa pod mocnym makijażem zapłakane oczy.
Nie tylko ta kobieta, która ostatnio ciągle milczy.
Nie tylko ten mężczyzna, który częściej przyśpiesza jadąc samochodem
i traci cierpliwość w kolejce po ziemniaki.
Ale też
ten mężczyzna żartujący ze wszystkiego
i ten wypoczywający z drinkiem na hamaku,
i tamta kobieta podśpiewująca radośnie,
i ta, co mówią o niej, że ma życie jak w bajce
i że do szczęścia chyba niczego już jej nie potrzeba...

Każdy
Nie tylko oni.
Każdy z nas.
Tu i tam.
Ty i ja.

Wszyscy nosimy w sobie jakieś troski.
Obawy.
Problemy.
Stres.
Smutek.
Ból.
Zmartwienia.

Czasami widać je od razu.
Czasami, gdy chcemy, możemy się domyślać.
Czasami są ukryte pod uśmiechem,
pod kolorowym zdjęciem
i nigdy się nie dowiemy...
Ale są.
Zawsze.

Nikt nie ma prostej historii.

A my patrzymy na człowieka i widzimy tej historii fragment.
Pięć minut.
Jedno wyrywkowe zdanie z książki.
Bez przeszłości.
Jeden gorszy, jeden lepszy dzień.
Widzimy fragment.
Urywek, wycinek, cząstkę, skrawek, kawałek.
Z całości.

Za mało.
Chociaż wystarczy.
Wystarczy, żeby minąć się z prawdą.
Wystarczy żeby
zbyt szybko
zbyt łatwo
zbyt pochopnie,
bez zastanowienia,
powiedzieć kim jest on, kim jest ona...

Wystarczy, żeby się pomylić.
Ocenić.
Wystarczy, żeby nazwać.
Zaszufladkować.
Żeby pozory zmyliły.
I żeby nic się nie zgadzało.

Za mało.
Pięć minut to za krótko.
Nikt nie ma prostej historii.

I w pięć minut nie da się opowiedzieć drugiego człowieka.





A my wciąż i wciąż próbujemy.




























21 sierpnia 2013

My.


Bliżej i dalej. Na przemian.
Rachunki, obowiązki, dzieci.
Piękne życie nasze.
Mało czasu pomiędzy.

Ktoś o coś ma pretensje.
Ktoś mocno przytuli .
Na przemian.
Ktoś nie zadzwoni cały dzień.
Ktoś zaskoczy miłym zaproszeniem.
Ktoś powie kilka słów za dużo.
Ktoś przyniesie słoneczniki do wazonu.
Ktoś zapomni o imieninach.
Ktoś ulubiony obiad przygotuje.
Ktoś zaśnie podczas oglądania filmu. A przecież dziesiąta dopiero.
Ktoś odburknie coś pod nosem.
Ktoś powie bo ty nigdy, bo ty zawsze.
Ktoś przeprasza.
Ktoś przykryje ciepłym kocem.
Ktoś drzwiami trzaśnie, aż się szyby w oknach zatrzęsą...
Na przemian. Ktoś.
Bliżej rano, dalej wieczorem.
W codziennym pośpiechu. W codziennym zapracowaniu.
W zdrowiu i chorobie.
W szczęściu i nieszczęściu.
W miłości.
I póki śmierć nas nie rozłączy.

Bliżej i dalej. Na przemian. Nam do siebie.

Bliżej i dalej chociaż cały czas blisko.

I bliżej i dalej pamiętając po drodze,
gdy się mijamy w przedpokoju,
że tego wszystkiego nie byłoby,

gdyby nie My.


Że dalszego ciągu nie byłoby.

Gdyby nie My.

Rachunków, obowiązków, dzieci.
Pięknego życia naszego.

Gdyby nie My.










A na zdjęciach urodziny Adriany:



















 papierowe słomki i pudełka z motylkami kupiłam  tutaj
 a naklejki i broszki zamówiłam tutaj


I jeszcze ogłoszenie drobne :)
Mój dom można śledzić teraz na instagramie. Zapraszam Was gorąco tutaj.

Ⓒ Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są moją własnością.